Rekrutacja: Co tracisz, gdy nie zdecydujesz się na doradztwo personalne

Pracodawcy, którzy decydują się na przeprowadzenie rekrutacji i zatrudnienie nowego pracownika mają dwa wybory: przeprowadzić rekrutację na własną rękę lub skorzystać z agencji doradztwa personalnego. W przypadku, gdy firma posiada własny dział HR, pierwsze rozwiązanie nie zaskakuje. Ale co wtedy, gdy firma nie ma takiego działu i bez odpowiedniego przygotowania chce przeprowadzić rekrutację? Wtedy marnuje czas i pieniądze.

Zaskakujące jest, że wiele firm decyduje się na przeprowadzenie rekrutacji i selekcji nowych pracowników, nie posiadając żadnej wiedzy, jak powinno się to robić. Do tego nie policzą, ile to działanie będzie ich kosztować. A przecież wynajęcie agencji doradztwa personalnego, która proponuje outsourcing usług rekrutacyjnych, może być rozwiązaniem nie tylko tańszym, ale na pewno skuteczniejszym.

Firma, która we własnym zakresie poszukuje pracowników, traci czas na: przygotowanie oferty, zamieszczenie oferty pracy w mediach, selekcję i weryfikowanie napływających CV, spotkania z kandydatami, wybór odpowiedniego kandydata spośród wielu, którzy pasują do danego stanowiska. A tymczasem zamiast samodzielnie przeprowadzać rekrutację, można ją powierzyć w ręce profesjonalistów, którzy już w pierwszym kontakcie z pracodawcą są w stanie przedstawić wybrane kandydatury, ponieważ dysponują bogatą bazą kandydatów chętnych do podjęcia pracy od zaraz.

Doświadczony specjalista z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi ma odpowiednie kwalifikacje do tego, aby przeprowadzić skuteczną rekrutację. Posiada wiedzę z zakresu psychologii, która pozwala mu już na wstępie określić predyspozycje kandydata. Żaden przedsiębiorca nie posiada takiej wiedzy niezbędnej do oceny kandydatów, jaką posiada doradca personalny, który na co dzień zajmuje się sprawdzaniem kandydatów oraz skupia się na pogłębianiu własnej wiedzy. Żaden przedsiębiorca nie posiada też odpowiednich narzędzi, które przyspieszyłyby proces rekrutacji poprzez efektywną weryfikację kompetencji kandydata.

Agencje doradztwa personalnego posiadają bazę kandydatów, dzięki czemu, jak tylko pojawi się oferta dostosowana pod ich kompetencje, są w stanie przedstawić pracodawcy potencjalnych pracowników. W usłudze agencji znajduje się wynajem pracowników i pracodawca może od ręki zyskać kandydatów do pracy. Przez to realizacja procesu rekrutacyjnego jest znacznie sprawniejsza i skuteczniejsza.

Pracodawca, który zdecyduje się na usługi agencji, tym samym zyskuje gwarancję na to, że rekrutacja będzie skuteczna i zostanie mu przedstawiony najlepszy kandydat. Ponadto współpracować będzie z zespołem specjalistów na atrakcyjnych warunkach finansowych. Co najważniejsze – zaoszczędzi czas pieniądze, które będzie mógł zainwestować w bieżące zadania przedsiębiorstwa.

foto: MichelHRV / Flickr CC

Przyglądamy się klauzulom niedozwolonym

Urząd Ochrony Tego i Owego właśnie powiększył listę klauzul niedozwolonych. Przyjrzyjmy im się i zastanówmy, czy naprawdę powinny zostać zakazane.

Zakładamy, że wiecie już, czym są klauzule niedozwolone – ot, to takie zapisy, które firmy organizujące wycieczki stosują, a których stosować nie powinny. Armia urzędników przegląda umowy w poszukiwaniu punktów, które godzą w prawa klienta. Aby połączenia autobusowe i wczasy były jeszcze lepsze! A przy okazji droższe, bo ktoś musi tę papierologię ogarniać. Ale nie przedłużajmy już – zamiast tego skupmy się na samych zapisach.

„Biuro zastrzega sobie prawo odwołania imprezy, jeżeli liczba uczestników nie osiągnie zakładanego minimum lub jej przeprowadzenie jest utrudnione lub niebezpieczne z powodów niezależnych od organizatorów”.

To pierwszy zapis niedozwolony. Co jest w nim złego? Jak szkodzi on klientom lub konkurencji? Rozumiemy, że jeśli na wycieczkę zapisze się jedna osoba, i tak będzie musiała się odbyć – ze stratą dla organizatora? Co takiego niewłaściwego jest w tym zapisie? Jasne, jest nieco niejasny, ale wyrwano go z większego kontekstu. Dlaczego UOKiK nie publikuje uzasadnien?

„Uczestnik odpowiada za szkody wyrządzone z własnej winy lub osób, nad którymi sprawuje opiekę. Straty powstałe z tego tytułu Uczestnik pokrywa na miejscu wyrządzonej szkody”.

Znów – co w tym złego? Być może tylko zapis, że należy pokryć straty na miejscu, a okoliczności nie zawsze mogą być sprzyjające. Można przecież chcieć skorzystać z kupionego we własnym zakresie ubezpieczenia. Tak czy siak, na umowę nie trzeba się zgadzać – są firmy, które oferują inne warunki.

„Touroperator nie dokonuje zwrotu wartości świadczeń, które nie zostały przez Uczestnika wykorzystane w całości lub części z jego winy, np.: spóźnienie się na zbiórkę, awaria środka transportu przy imprezach z dojazdem własnym, skrócenie pobytu, itp.”

A dlaczego miałby zwracać? To tak, jakby klient w restauracji zamówił zupę, która owszem, smakuje mu, ale klient się spieszy i nie ma czasu lub ochoty zjeść do końca. Czy restaurator powinien zwracać koszt niezjedzonej zupy?

„Nie mogą być przedmiotem roszczeń okoliczności powodujące niewygody lub utrudnienia, znane Uczestnikowi przed rozpoczęciem imprezy”.

Czemu to jest zapis niedozwolony? Jeśli mamy do wyboru dwie drogi i wiemy, że jedna jest błotnista, to możemy mieć pretensje tylko do siebie, jeżeli ubłocimy sobie na niej buty.

To tylko kilka przykładów spośród gigantycznej i stale rosnącej liczby klauzul niedozwolonych. Mamy wrażenie, że lepiej wpisać w wyszukiwarce Sindbad przewozy i samemu zorganizować sobie podróż – bo przecież i agencjom, i nam samym, tzn. klientom, wciąż rzucane są pod nogi gigantyczne kłody. A dlaczego klient nie może po prostu myśleć sam za siebie? Dlaczego nie może przeczytać umowy i zastanowić się, czy mu odpowiada? Jeśli nie – mógłby iść do konkurencji. Tak powinien działać rynek: chronić interesy zarówno klienta, jak i usługodawcy. Jak to zrobić najlepiej? Nie ingerując w ich porozumienia.

foto: the Italian voice / Flickr CC

Poleć do Poznania – do pracy

Agencja pracy tymczasowej pomaga osobom bezrobotnym w znalezieniu zajęcia czasowego. Dzięki temu mają możliwość wzbogacić swoje doświadczenie zawodowe oraz nabyć umiejętności i kwalifikacje. Agencje znajdziemy w każdym mieście – w Poznaniu, w Katowicach, Krakowie czy w Warszawie.

Na rynku pracy funkcjonuje kilka typów agencji zatrudnienia, z których wyróżnia się w przeważającej liczbie agencja pracy tymczasowej zajmująca się pracą czasową. Jej zadaniem jest znalezienie pracowników i wysyłanie ich do pracy u określonego pracodawcy. Pracownikami tymczasowymi mogą zostać osoby młode, bez doświadczenia, jak i specjaliści posiadający bogate doświadczenie.

Z pracy czasowej korzysta coraz więcej osób, widząc w niej szanse na zaistnienie na rynku pracy i stanie się atrakcyjniejszym pracownikiem dla potencjalnego pracodawcy. Dlatego agencja pracy tymczasowej Poznań oprócz standardowych ofert pracy proponuje kandydatom na pracowników szereg szkoleń i kursów. Dzięki dotacjom unijnym oraz zaangażowaniu agencji w życie lokalne, osoby bezrobotne i starsze mogą zdobyć dodatkowe kwalifikacje, jak na przykład odbyć szkolenie językowe czy też kurs operatora wózka widłowego.

W każdym mieście możemy napotkać agencje zatrudnienia. W Poznaniu nie dziwi, że jedna agencja świadczy różne usługi – może być to agencja pracy tymczasowej i doradztwa personalnego, a jeszcze dodatkowo pośrednictwa pracy do pracy za granicą. Takie urozmaicenie wpływa tylko na bogatszą ofertę agencji i daje większe szanse dla pracowników.

foto: Bingo Airways

Chorwacja? Chorwacja!

Czy Katowiczanin powinien pojechać do Chorwacji? Oczywiście. Dlaczego? Kiedy? Czym? Spieszymy z odpowiedzią.

Otóż Katowiczanin powinien pojechać do Chorwacji, ponieważ jest kraj dobry dla Katowiczanina. Zdrowy, z czystym powietrzem i przejrzystą wodą w morzu. Wielu Ślązaków może to przyprawić o palpitacje serca, ale bez obaw – wbrew temu, co mówią dowcipy, nie będą potrzebne inhalacje samochodowych spalin.

No dobrze, bez żartów: Chorwacja to po prostu piękny kraj, a do tego względnie tani, więc warto wykorzystać okazję i go odwiedzić.

O jaką okazję chodzi? Głównie o to, że GlobTourist – dobra firma przewozowa – ustanowił mnóstwo bezpośrednich połączeń ze Splitem, dzięki którym transport do Chorwacji stał się łatwy. Do tej pory nie należał do najprzyjemniejszych – autokary odjeżdżały z zaledwie paru miast, a jeśli chodzi o linie lotnicze – nie było żadnego bezpośredniego połączenia. Co zresztą też zmieni się już niedługo; latem będziemy mogli polecieć pierwszym bezpośrednim połączeniem Polska-Chorwacja.

Warto skorzystać z okazji, nie wiadomo bowiem, co dalej stanie się z połączeniami. Jeśli nie będą zyt popularne, pewnie zostaną zlikwidowane. Nie dopuśćmy do tego, protestując przeciw ich zamknięciu w najprzyjemniejszy sposób z możliwych, czyli po prostu jadąc na wakacje.

foto: Dyobmit / Flickr CC

Poważnie o branży, cz. 2

Tym razem przyglądamy się, zgodnie z obietnicą, autokarom.

Branża autokarowa, jak już pisaliśmy, ma się dobrze. Zaskakująco dobrze. Można by pomyśleć, że to przestarzały środek transportu – zwłaszcza w dobie dominacji linii lotniczych. Nic z tego. Przejazdy dalekodystansowe są wykonywane w autokarach klasy lux, które mają w środku toaletę, barek z napojami, DVD, klimatyzację, regulowane siedzenia… Nic dziwnego, że klienci wybierają taki transport zamiast przelotu ciasnym samolotem tanich linii. Cena jest niemal taka sama, a podróż – choć dłuższa – nieporównywalnie przyjemniejsza.

Polski rynek autokarowy zdominowała linia Sindbad, która przedzierzgnęła się w platformę przewozową i zrzesza dziś większość liczących się przewoźników w kraju. I pewnie powoli będzie wychodzić poza granice Polski, tak jak od dłuższego czasu robią to Eurolines czy Deutsche Touring.

Bilety autokarowe można zarezerwować tak łatwo, jak łatwo rezerwujemy bilety lotnicze, tzn. przez Internet. Z tym, że przejazdy mają poważną przewagę nad przelotami – do cen nie są doliczane dodatkowe opłaty i prowizje. Kupując bilety lotnicze, musisz liczyć się na większy wydatek niż sugeruje cena w serwisie. Kupując bilety autokarowe, płacisz tyle ile widzisz.

Branża autokarowa ma się dobrze. Pozostało tylko napisać o kolejach… Ale czy jest o czym pisać?

foto: Buddahbless / Flickr CC

Okej, teraz poważnie o branży

Piszemy sobie tutaj lekkim stylem, wygłaszając osobiste opinie o rzeczach pozbawionych znaczenia. Na chwilę jednak przyjmijmy poważny wyraz twarzy. Temat tego wymaga.

Tematem jest branża turystyczna, a raczej jej ogólna kondycja. Żyjemy w ciężkich czasach – pomyślicie; nie, nie to chcemy powiedzieć. Teoretycznie turystyka ma się coraz lepiej. W 2012 zostaną pobite rekordy wyjazdów. Miliard ludzi wyjedzie na wakacje. Pięknie, nieprawdaż? Owszem, ale mogło być znacznie lepiej.

Branża lotnicza ma się szczególnie kiepsko. Nie mówimy, że jest fatalnie – po prostu jest tak, jak zawsze w okresach kryzysu. Linie lotnicze bankrutują (i to te popularne – Spanair, Malev), inne tną budżet jak szalone (Qantas, US Airways), piloci i pracownicy obsługi lotnisk strajkują (Niemcy, Francja, Australia), nowe samoloty zaliczają wieloletnie opóźnienia (Boeing i jego dreamliner), LOT prawdopodobnie wykupią obcokrajowcy… Słowem – dzieje się. To nie tak, że jeszcze dziesięć lat temu się nie działo. Działo się zawsze, ale nie tak dużo nie tak ważnych rzeczy.

Autokary mają się za to znacznie lepiej. Ale o tym napiszemy w kolejnym tekście – i obiecujemy, że będzie weselej. Do następnego!

foto: Dean Morley / Flickr CC

Antykatowice

Gdzie powinien wybrać się człowiek z Katowic, żeby doświadczyć czegoś zupełnie odmiennego?

Co mamy na myśli przez coś zupełnie odmiennego? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, należy zastanowić się, czym tak naprawdę są Katowice. Czym się charakteryzują. Wbrew temu, co myślisz, sadza i smog nie zasłaniają tu widoku; jest to miasto względnie czyste – przynajmniej w porównaniu np. z niedalekim Bytomiem. Przynajmniej w centrum. Poza nim bowiem bywa różnie, a w niektórych dzielnicach Katowic łatwo stracić portfel, zdrowie albo obie te rzeczy naraz. Wizualnie natomiast wszystko przedstawia się jak misz-masz tysiąca stylów, z przewagą przedwojennej architektury i peerelowskiej płyty.

Czego więc oczekujemy po Antykatowicach? Przede wszystkim zdecydowania. Jeden styl, który płynnie przechodzi w inny wraz z czasem, nie zapominając jednak o swoich korzeniach – to byłby ideał. Antykatowice musiałyby być też duże – bowiem wbrew pozorom Katowice wcale tak wielkie nie są. Ich przeciwieństwem nie byłaby malutka wioska, tylko prawdziwe megalopolis, wyolbrzymiające wszystkie pozytywne cechy Katowic. Oczekujemy więc po megalopolis czystości, a także uśmiechniętych ludzi na ulicach – to bowiem rzecz, którą w Katowicach trudno spotkać.

Jakie więc miasto byłoby dobrymi Antykatowicami? Przychodzi nam na myśl kilka. Nowy Jork, Hongkong, Tokio. Piękne miejscowości, do których grona Katowice mogłyby dołączyć… gdyby chciały, gdyby były warunki, gdyby ludzie u władzy mieli właściwe priorytety.

foto: Very Quiet / Flickr CC

Opcje podróży

Mieszkasz w Katowicach lub okolicy? Korzystaj z różnych metod zagranicznych (i nie tylko) podróży.

Jak jeździć, żeby nie przepłacić? Zależy od tego, dokąd chcesz się dostać. Katowice mają i duży port lotniczy, i dość duży dworzec autokarowy, i rozbudowany system komunikacji miejskiej, i duży dworzec kolejowy. Jeśli chcesz jeździć tanio wewnątrz kraju – wybierz autokary lub koleje; jeżeli cenisz wygodę, wybierz jednak autokar. Nie tylko dlatego, że reputacja polskich kolei jest taka a nie inna, ale również ze względu na trwającą właśnie przebudowę dworca, która powoduje sporo niedogodności.

Autokarami warto jeździć również za granicę, zwłaszcza jeżeli wybieramy się na spokojny urlop. Będzie to bowiem podróż jak najbardziej relaksująca i o wiele spokojniejsza niż przelot. Luksusowe pojazdy zapewnią nam wszystkie wygody za cenę biletu lotniczego najgorszej klasy. Jeżeli jednak spieszymy się – samoloty to jedyny rozsądny wybór. Ale chyba nie trzeba o tym pisać, prawda? Wspominamy o tych banałach tylko dlatego, żeby uświadomić wam, jakie możliwości dają podróżnikowi Katowice.

Nie będziemy przedłużać tego banalnego, choć – naszym zdaniem – potrzebnego wpisu. Potrzebnego, bo trudno pisać o turystyce z perspektywy Katowic, nie nakreśliwszy tutejszego rynku transportowego. Skoro mamy to za sobą, przejdźmy dalej…

King Kong w Katowicach?

Skoro już o Katowicach mowa – a będziemy o nich mówić sporo – warto przedstawić ciekawą inicjatywę artystyczną, o której media dowiedziały się dosłownie przed chwilą.

Jadwiga Kocur – artystka, o której słyszymy po raz pierwszy, ale zapewne nie ostatni – zaproponowała władzom miasta nietypowy sposób promocji Katowic. otóż chciałaby ona wyświetlić na wieżowcu na ul. Żwirki i Wigury postać King Konga wspinającego się na sam szczyt. Spektakl byłby zatytułowany „Powrót King Konga do Katowic czyli dlaczego słynny monster z Nowego Jorku ma polską duszę i co mają z tym wspólnego Katowice?”. Sami jesteśmy ciekawi, dlaczego „monster” ma polską duszę. Bo jest owłosiony na twarzy?

Inicjatywa jest ciekawa, choć cokolwiek niezrozumiała, przynajmniej dla nas, prostych ludzi, niestykających się na co dzień ze sztuką wysoką (w przypadku King Konga wspinającego się na wieżowiec – wręcz sięgająca chmur). Nasze proste umysły nie potrafią także zrozumieć, jak miasto będzie stać na wykupienie licencji na wykorzystanie postaci King Konga – jednej z najbardziej dochodowych, a zatem i najdroższych małp w historii kina.

Budżet przedsięwzięcia ma być spory – 300 tys. zł – a zatem pieniądze się znajdą. A może nie, bo urzędnicy nie chcą przyznać aż tak dużego dofinansowania. Może więc King Kong jednak nie pojawi się w Katowicach. Sami nie wiemy, czy to dobrze, czy źle.

fotos należący do wytwórni Universal

Katowice, Katowice

Zacznijmy od przyjrzenia się naszemu pięknemu miastu. Choć na pierwszy rzut oka jego piękno może okazać się zbyt subtelne, aby zostało natychmiast docenione.

Estetyka Katowic zmieniła się nie do poznania w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Z miasta, które wręcz krzyczało: tu był PRL! – wyewoluowało miasto stojące w rozkroku pomiędzy tradycją a nowoczesnością. Samo centrum jest obrazem gigantycznych rozbieżności kulturowych; obok siebie stoją hotel wzniesiony w stylu klasycznego socjalizmu, tzn. prosty, brudny, grubo ciosany budynek, i szklany wysokościowiec, jakich nadal mało poza Warszawą, a i sama stolica niekoniecznie jest przecież drugim Nowym Jorkiem.

Wyściubmy nos poza ścisłe centrum, a oczom naszym ukażą się hale fabryczne, naprzeciw których pozostałość po niegdysiejszej kopalni funkcjonuje jako największe centrum handlowe w tej części kraju. Co też doskonale obrazuje ostatnie 20 lat historii Katowic, jak i całego regionu, a może i całej Polski.

Katowice mieszają stare z nowym i robią to – powiedzmy szczerze – bez subtelności. Miasto nieustannie pokrywa warstewka sadzy, którą nie tyle widać, co czuć; jest to katowickie dziedzictwo, będące częścią jego historii, a zatem z definicji niedające się wymazać z krajobrazu. Można zatem lubić tę metropolię lub nie – ale z pewnością nie można odebrać jej osobowości. I tym zakończmy nasz pierwszy prawdziwy wpis na blogu.

foto: Ahorcado / Flickr CC